|
HISTORIA MNIEJ ZNANA GONIEC 13-19 maja 2005 (Canada) - Polish Combatants periodical
Ryszard Paudyn
In memory of Ryszard Paudyn 1928-2008 http://richardpaudyn.weebly.com/index.html
Niedźwiadek Wojtek -
żołnierz II Korpusu Polskiego
Każdy niemal żołnierz Armii gen. W. Andersama życiorys mogący być kanwą wielkiej powieści. Wśród tych życiorysów fascynowała mnie zawsze historia niezwykłego żołnierza - niedźwiedzia zwanego Wojtkiem. Podobno takich niedźwiedzi w II Korpusie było więcej,ale żaden z nich nie był tak łagodnego usposobienia i tak przywiązany do żołnierzy jak Wojtek.
Chociaż tak jak Wojtek, dzieliłem wojenne losy II Korpusu i wiele o nim słyszałem, to jednak nigdy nie miałem okazji spotkać tego niezwykłego niedźwiedzia. Aby znaleźć więcej wiadomości o Wojtku, przeszukałem Internetoraz nawiązałem kontakt z synami żołnierzy 22. Kompanii Zaopatrzenia Artylerii, w której "służył" ten niezwykły brunatny niedźwiedź. Sąnimi inż. Andrzej Kipiniak, syn kapitana Adama Kipiniaka, oraz pan Vic Baczor, syn Franciszka Baczora, który często zmagał się z Wojtkiem. Obydwu panom zawdzięczam informacje, zdjęcia i pamiątki po Wojtku
Podobnie jak wielu żołnierzy Wojtek utracił matkę i rodzeństwo i błąkającego się samotnie blisko miejscowości Hamadan w Iranie znalazł chłopiec perski, od którego odkupili go polscy żołnierze. Niedźwiadek, tak gwałtownie oderwany od matki, nie umiał jeszcze jeść i żołnierze karmili go rozcieńczonym skondensowanym mlekiem z butelki po wódce i skręconego ze szmat smoczka, co spowodowało, że Wojtek na zawsze polubił wszelkie napoje wyskokowe. Wcielono go oficjalnie wstan ewidencyjny kompanii, zktórą następnie przeszedł cały szlak bojowy, poprzez Iran, Irak, Syrię, Palestynę, Egipt i Italię. Otoczony troskliwą opieką żołnierzy,niedźwiadek rósł i mężniał, jadł żołnierskie jedzenie ispał wspólnie z żołnierzami wnamiocie, traktując ich jak własną niedźwiedzią rodzinę. Ulubionymi przysmakami Wojtkabyły owoce, wszelkie syropy, marmolady, miód i piwo - to ostatnie czasami dostawał zaszczególnie dobre zachowanie.
Kiedy był już ogromnym niedźwiedziem, dostał własną sypialnię w postaci dużej skrzyni. Wojtek nie lubił samotnościi często w nocy wychodził ze skrzyni, aby przytulić się do śpiących w namiocie żołnierzy.Stwarzało to czasami całkiem nieoczekiwane sytuacje, szczególnie gdy nie znający Wojtka alianccy żołnierze z pobliskich obozów, budzącsię rano, zobaczyli ogromny pysk Wojtka, który koniecznie chciał ich polizać po twarzy.
Wojtek uwielbiał jazdę samochodem, a były to ciężarówki, siedział czasami w budce szofera, a czasami na tylnym pokładzie, co wywoływało sensację na drogach i powodowało zatory drogowe.
Wojtek lubił wszelkiego rodzaju gry i zabawy, a szczególnie zapasy, które na ogół kończyły się jego zwycięstwem. Wtedy pokonany żołnierz leżał "na łopatkach" z liżącym go potwarzy Wojtkiem na górze.
Troskliwa i ochronna opieka żołnierzy spowodowała, że Wojtek nigdy nie czuł się zagrożonyi z wiarą i z zaufaniem odnosił się zarówno do ludzi, jak i do zwierząt. Szczególną sympatią od pierwszego wejrzenia darzył psa dalmatyńczyka należącego do angielskiego oficera łącznikowego. Wyprawiał z nim najrozmaitsze figlei zabawy ku wielkiej uciesze żołnierzy. Razto zaufanie Wojtka skończyło się bardzo boleśnie, gdy zbliżył się do pasącego się opodal obozu konia. Instynkt konia nie pozwolił nazbliżenie niedźwiedzia i Wojtek dostał bardzosilnego kopniaka w głowę i szyję tylnymi kopytami. Piszczał wtedy i kwiczał, jak gdyby żalącsię żołnierzom na tak niesłuszne potraktowanie. Od tej pory Wojtek bał się panicznie koni i osłów, na widok których dostawał drgawek i chronił się wśród żołnierzy.
Wojtek uwielbiał wszelkiego rodzaju kąpiele. Nie mogąc korzystać z łaźni polowej, stale poszukiwał możliwości kąpieli. Wiedząc o tym, zolnierze umożliwiali mu kąpiel pod kurkami cysterny polowej, której cień był jego ulubionym miejscem spoczynku, a otworzone kurki wspaniałym prysznicem. Później we Włoszech mógł do woli folgować swojemu zamiłowaniu i kąpać się w Morzu Adriatyckim. Wojtek doskonale pływał i nurkował. Czasami niezauważony wypływał na powierzchnię wody wśród kąpiącej się ludności włoskiej, co powodowało nie lada panikę. Z czasem, gdy poznano łagodność i dobroduszność Wojtka, stał się on ulubieńcem okolicznej ludności.
Zadaniem 22. Kompanii było zaopatrywanie artylerii w amunicję, co wymagało noszenia ciężkich skrzyń i indywidualnych pocisków. Ogromna nawała artylerii pod Monte Cassino spowodowała wzmożoną pracę żołnierzy. Wojtek postanowił pomóc i czynił to z taką rozwagą i ostrożnością, że nigdy nie upuścił żadnego pocisku. Od tej pory oficjalnym symbolem kompanii został Wojtek z pociskiem w łapach i odznaka taka pojawiła się na wozach, proporczykach i mundurach żołnierzy.
Nadszedł czas pokoju i 22. Kompania jako część II Korpusu została przetransportowana do Szkocji, lądując w Glasgow. Mieszkańcy tego portu mieli okazję zobaczyć osobliwy widok maszerujących polskich żołnierzy, a wśród nich maszerującego dumnie z podniesioną głową na dwóch nogach Wojtka. Być może niektórzy pamiętali jeszcze innego niedźwiedzia, białą "Baśkę Murmańską" maszerującą ulicami miasta około ćwierć wieku przedtem.
Miejscem obozu kompanii był Winfield Park. Wkrótce Wojtek stał się ulubieńcem całego obozu i okolicznej ludności i wielu reporterów gazet zjeżdżało do obozu, aby zrobić mu zdjęcia i pisać o jego przygodach, a miejscowe Towarzystwo Polsko-Szkockie mianowało go swoim członkiem. Na tej uroczystości obdarzono Wojtka jego ulubionym przysmakiem -butelką piwa.
Wkrótce nastąpiła demobilizacja i trzeba było pomyśleć o dalszych losach Wojtka, który podobnie jak żołnierze nie mógł wrócić do swojej ojczyzny. Zapadła decyzja oddania go do ogrodu zoologicznego w Edynburgu, którego dyrektor zgodził się zaopiekować Wojtkiem i nie oddać go nikomu bez zgody dowódcy kompanii majora Antoniego Chełkowskiego. Piętnastego listopada 1947 roku był smutnym dniem rozstania z Wojtkiem dla szystkich żołnierzy kompanii. Później żołnierze już w cywilu odwiedzali jeszcze często Wojtka, przekraczając ogrodzenie i zmagając się z nim jak za dawnych czasów. Budziło to duże zaniepokojenie u pracowników zoo i uciechę zwiedzającej publiczności. Wojtek zmarł w grudniu 1963 r., mając 22 lata. W wieku dojrzałym ważył prawie 500 funtów i mierzył dobrze ponad 6 stóp.
Tablica pamiątkowa widnieje w zoo w Edynburgu, plakiety w Imperial War Museum w Londynia oraz w Canadian War Museum w Ottawie, a piękna rzeźba w Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie. BBC w programie dla dzieci "Blue Peter" nadawało reportaże o Wojtku. Gdy książę Karol zwiedzał Muzeum gen. Sikorskiego w Londynie i zatrzymał się przy rzeźbie Wojtka, zaczęto mu opowiadać jego historię. Książę rzerwał jednak, mówiąc, że zarówno on, jak i jego synowie William i Harry znają dobrze Wojtka z programów radiowychi opowiadań. Jaka szkoda, że Wojtka zna tak mało polskich dzieci w kraju. Jakiż to byłby wspaniały film.
Ryszard Paudyn
Toronto
email: arpaudyn@rogers.com
By kind permission of Ryszard Paudyn - Goniec (Canada)
|